Partyzanci atakują

<Najpierw było Biuro Tłumaczeń Sztuki w Internecie. Aktualnie autorzy wywrotowych tłumaczeń atakują warszawskie galerie, ażeby chętnym zilustrować własne rozumienie sztuki. Najpierw zaatakowali BWA Warszawa i wystawę Jarosława Flicińskiego. Aktualnie przyszedł czas na CSW w Zamku Ujazdowskim i gigantyczną "Regres - Progres", po której oprowadzi autorka całego zamieszania, mieszkająca w Olsztynie artystka, Karolina Breguła. Zaczęło się od pomysłu na biuro, w którym zaproszeni przez nią miłośnicy sztuki na zamówienie tłumaczyli zgłoszone przez czytelników dzieła sztuki. Im tłumaczenie było bardziej wywrotowe i odbiegające od prawdziwej interpretacji, tym lepiej. Cel: zademonstrować, że każdy ma prawo do własnego rozumienia danego dzieła i że ze sztuką można się oswoić, a oczywiście nie trzeba się jej bać. Po roku pracy nad biurem, nadszedł czas na etap drugi: tłumaczenie sztuki "na żywo". Aktualnie zaproszeni przez Karolinę Bregułę autorzy mogą wykazać się wiedzą, fantazją czy pomysłowością i oprowadzić po wybranej przez siebie wystawie. „Biuro tłumaczeń sztuki" w zasadzie jest projektem internetowym. Jego celem jest odpowiadanie na pytania o znaczenie zleceń współczesnych artystów. Celem takiego wywrotowego działania jest wytworzenie szumu informacyjnego, który zagłuszy nieco instytucjonalny dyskurs, zmieni język, jakim posługujemy się mówiąc o sztuce, podważy oczywistość oficjalnych znaczeń dzieł sztuki. Tłumaczenie wystaw na żywo ma dokładnie ten sam cel. Przeprowadzenie tłumaczeń nie jest trudne. Po prostu, jak pozostali odbiorcy, wchodzimy do galerii i rozmawiamy o sztuce. Słuchający przysłuchują się z zainteresowaniem, niektórzy z ufnością, niektórzy z niedowierzaniem. Niewątpliwie niemało tych, którzy nie znają projektu na początek uważają, że tłumaczenie jest rodzajem oficjalnego oprowadzania po wystawie. Potem część z nich stopniowo zaczyna rozumieć, że jest inaczej.